Magdalena Winiarska-Gotowska – Wspomnienie

Magdalena Winiarska-Gotowska

Magdalena Winiarska-Gotowska – wspomnienia członków Stowarzyszenia Keramos

Magdalena Winiarska-Gotowska była członkiem-założycielem grupy Keramos , a później Stowarzyszenia KERAMOS. Trudno tak zebrać myśli, żeby wyrazić to co się czuje w takiej chwili kiedy odchodzi taka osobowość artystyczna i miła przyjazna koleżanka. Szkoda, że już się nie zobaczymy.

Tadeusz Walter

Magdalenę poznałam w KERAMOS-ie 20 lat temu. Trudno mi myśleć o Niej w czasie przeszłym, zaledwie parę dni temu z nią rozmawiałam. Wprowadziła mnie do Ćmielowa i pokazała czym jest porcelana jako materiał twórczy. Jej prace w porcelanie mają w sobie poetyckość, lekkość. Była zawsze gotowa dzielić się swą wiedzą ceramiczną i służyć swoim krytycznym okiem rzeźbiarza z czego korzystałam. Byłyśmy sobie bliskie i brak mi Jej. To zdjęcie zrobiłam na Sycylii, gdzie byłyśmy razem w 2007 roku z okazji Jej 80. urodzin.

Maryna SZÖLLŐSI

Magdalena dla mnie była uosobieniem taktu i elegancji, tak też odbieram Jej prace: subtelne i perfekcyjne. Podstępem udało mi się kupić jedną z porcelanowych kulek Magdaleny, mogę bez końca wpatrywać się w bogactwo odcieni na jej powierzchni.

Katarzyna Stefaniak

Magdalena – Bez niej nie byłoby KERAMOS-u.

W momencie, gdy koledzy ubiegający się o pracownię ceramiczną otrzymali kolejną odmowną decyzję – zwątpili, poddali się. Wówczas Magdalena ze stoickim spokojem oznajmiła, że teraz pójdzie z Mironem Grześkiewiczem. Udało się. Przyznano lokal na pracownię.

Magdalena Gotowska – dzięki niej nasz syn żyje. Był to rok 1983. Dziecko mające cztery miesiące nie przyjmowało pokarmów mlecznych. Bez zapowiedzi pojawiła się Magdalena z paczkami odżywki Humana, którą wtedy można było kupić tylko w Peweksie [za bony dolarowe].

Magdalena była uosobieniem dobra, życzliwości, spokoju. Była Wielkim człowiekiem, ceramikiem, duszą i chlubą KERAMOS-u. Będzie nam jej brakowało.

Maria Sawicka Biczyk

Gdy myślę o Magdalenie, to od razu widzę jej rozbawioną, czasem lekko ironiczną, ale zawsze serdeczną minę. Potem wspominam niezwykłą wystawę jej prac w Konstancinie.

Katarzyna Modrzejewska

Bardzo smutna wiadomość o odejściu naszej koleżanki, wspaniałej rzeźbiarki, życzliwej osoby i wielkiej Damy polskiej ceramiki. „Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie…”

Z pracami Magdaleny zetknęłam się po raz pierwszy w latach osiemdziesiątych XX w., kiedy to zostałam przyjęta w poczet członków stowarzyszenia KERAMOS. Od początku byłam zafascynowana ich elegancką szlachetnością formy, niezakłóconą linią sylwety i niezwykle wypracowaną prostotą.

Wieloelementowe kompozycje z szamotu oraz białej i barwionej porcelany ukazują emocje ujęte w rygor materiału. Poszczególne elementy prowadzą ze sobą dynamiczny dialog, angażując też otaczającą je przestrzeń. Czasem są jakby zatrzymane w ruchu, tworząc swoiste wewnętrzne napięcie. Dostrzegam w tym monumentalizm, pomimo niewielkich rozmiarów niektórych prac.

A przy tym wszystkie są doskonałe technicznie. Wiem, że wymaga to przeprowadzenia wielu prób i eksperymentów, ponieważ porcelana jest tworzywem trudnym, niechętnie poddającym się działaniom człowieka. Trzeba dobrze ją poznać, aby zrozumieć jej możliwości wyrazu. Magdalena była perfekcjonistką w tym zakresie. Mozolnie prowadziła prace sprawdzające dla swoich zamierzeń artystycznych tak, aby dzieła pokazane na wystawie były dopracowane w każdym szczególe.

Kontakt z pracami Magdaleny Gotowskiej zawsze przynosi mi wiele pozytywnych wzruszeń.

Renata Komorniczak

Magdalena odeszła – bardzo smutno na sercu.

Pierwszy raz widziałam wystawę KERAMOS-u w 1993 r. w Królikarni. Tam niezwykle spodobały mi się prace Magdaleny – zestaw przepięknych form porcelanowych – malutkich wazoników w kolorze zamglonego nieba. Bardzo subtelne i poetyckie formy. Wówczas zadzwoniłam do nieznajomej Pani Magdaleny i wkrótce umówiłam się na spotkanie.

Robiłam już wtedy od kilku lat ceramikę stąd było o czym rozmawiać. Złożyłam swój akces do KERAMOS-u i dzięki Magdalenie i Basi Moderau zostałam przyjęta do tej naszej grupy.

I tak Magdalena swoimi pracami zachęciła mnie do uprawiania ceramiki na długie lata… Będzie mi Jej bardzo brakować.

Żegnaj Magdaleno.

Żyjesz w moich wspomnieniach nadal.

Krystyna Kaszuba-Wacławek

Miałyśmy z Magdaleną pewien wspólny kłopot. Choć niewielki, to trzeba go było rozwiązać, a polegał na tym, że miałyśmy to samo imię. Członkowie KERAMOS-u zadecydowali, że imieniem podzielimy się – ja, jako młodsza, zostałam Magdą, a starsza z nas – Magdaleną, bo brzmiało to poważniej. Zwłaszcza, gdy została prezydentem KERAMOS-u. To było jeszcze za czasów, gdy KERAMOS był Grupą Twórczą. No i tak to zostało.

Czytam, to co piszecie o Magdalenie i ogania mnie taki sam smutek, jak Was. Bez niej nic nie będzie takie samo, jak było. Z jej odejściem zakończyła się pewna epoka –pierwsza epoka KERAMOS-u. Magdalena była jego znakiem firmowym najwyższej jakości.

Miała OGROMNĄ WIEDZĘ ceramiczną, której nie trzymała w tajemnicy. Ludzie do KERAMOSU trafiali różnymi drogami, nie powinno więc dziwić, że i ich wiedza ceramiczna była różna. Magdalena dla wszystkich chętnych zorganizowała teoretyczno-praktyczny kurs szkliw. Magdalena dzieliła się doświadczeniem całego życia. Na wiele pytań odpowiadała: „słyszałam, że można i tak, ale nie próbowałam. Ja robiłam tak”. To było bardzo rzetelne nauczanie. Gdy po raz pierwszy w 1990 r. w KERAMOS-ie wybierano prezydenta, nikt nie miał wątpliwości, kto nim powinien zostać. Mijały kolejne kadencje i Magdalena zagadywała nas: „Może by tak, ktoś mnie zmienił” – „Nie” – odpowiadał zgodny chór. Mimo, że była w KERMOS-ie najważniejsza i można by rzec, że jej życzenie było dla młodych rozkazem, nigdy nie posunęła się do tego, by komuś coś nakazać. Podział pracy był zawsze uzgadniany. Warto wspomnieć o duchu panującym w piwnicy na Krasińskiego. Magdalena ma spory udział w jego powstaniu. W KERAMOS-ie obowiązywały prawa szczególne. Były to Prawa Młodych i Prawa Starych. Wszyscy członkowie stowarzyszenia uznawali je za zupełnie oczywiste i absolutnie niezbywalne. Dam kilka przykładów, a wszystko będzie jasne. Otóż prawem Młodych było szukanie okularów, które były własnością Starych. Okulary bardzo lubiły gdzieś się zawieruszać. Prawem Młodych było wypalanie prac Starych, przygotowywanie im gliny, pakowanie prac ceramicznych i zawożenie ich na wystawę. Prawem Starych było pisanie listów polecających do właścicieli galerii, użyczanie swoich kontaktów zagranicznych, szczególnie na zachodzie Europy, co w tamtych czasach miało wielkie znaczenie. Magdalena miała rzadki dar nieabsorbującej obecności. Dawało to poczucie bezpieczeństwa i przyzwyczailiśmy się do tego. Była trochę jak pogotowie ratunkowe. Zjawiała się, gdy było to potrzebne, gotowa nawet do bitwy. Może dlatego, że nikt nie umiał sobie wyobrazić Magdaleny i bitwy, sprzecznych ze sobą z natury, nigdy do niej nie doszło, choć Magdalena angażowała się w różne „ciężkie” przypadki interwencji u władz nie tylko w sprawach swojego środowiska artystycznego. Aktywnie uczestniczyła w charytatywnym stowarzyszeniu Rady Polek kontynuującego misję organizacji kobiecej z roku 1924, która szczególnie zajmuje się losami małych chorych dzieci. Była też członkiem międzynarodowej organizacji kobiecej ZONTA.

Magdalena, prawdziwa dama, robiła wielkie wrażenie, gdy po raz 145-ty przychodziła do ministerstwa lub innego urzędu w ciągle tej samej i wciąż niezałatwionej sprawie. Często chodzili z Mironem Grześkiewiczem, tak samo spokojnym, opanowanym i uśmiechniętym i tylko lód trzaskał w ich zimnych głosach: “To kiedy znowu przyjść? Kiedy będzie coś wiadomo?” BO ONI SIĘ NIE PODDAWALI NIGDY.

Była osobą niesłychanie twórczą, a przy tym systematyczną i pracowitą. Prawdziwym Ceramikiem. Prace z porcelany, najtrudniejsze, a przez to najciekawsze, aby powstać wymagały zaplecza fabrycznego i Magdalena przez lata poświęcała jeden miesiąc w roku na wyjazd do takiej fabryki. To były jej indywidualne plenery. Plener indywidualny tym różni się od zwykłego, że nie marnuje się czasu na życie towarzyskie, na nim się tylko pracuje.

Dobrze się stało, że Magdalena zdecydowała się pokazać w swoje 90-lecie wystawę z całego życia, bo dopiero wtedy zobaczyliśmy, jak wiele zrobiła. Ponieważ sama wybierała swoje prace, mogliśmy też dowiedzieć się, które prace, czy też serie najbardziej sobie ceni czy lubi. A ja czuję się dumna, że właśnie na Saskiej Kępe, w „mojej” galerii (w galerii PROM-u Kultury Saska Kępa) mieliśmy zaszczyt prezentować prace artystki tak wielkiej miary.

Najbardziej mnie urzekły porcelanowe kule, które tak pięknie wisiały na naszej KERAMOS-owej wystawie w Królikarni. A z drobiazgów, małe białe kuliste naczynia z różowym, takim bardziej amarantowym rumieńcem. I taką kulkę mam. Stoi na półce nad moim łóżkiem, bo kiedyś udało mi się ją kupić.

U Magdaleny kupować można było tylko podstępem. Wydaje mi się, że więcej członków KERAMOS-u wykorzystało udział Magdaleny w Pracowni Otwartej na Krasińskiego. Członkowie KERAMOSU pełnili wtedy dyżury obsługując stoiska swoje oraz koleżanek i kolegów. To był na pewno zbieg okoliczności, że fani prac Magdaleny spotkali się w pracowni w tym samym czasie i akurat wtedy, gdy jej chwilowo nie było. Magdalena nie wiedziała, że jej koledzy sprzedali sobie samym jej prace. Ona wolała by je im podarować.

Magda Czerwosz